— Ty mnie bardzo nie lubisz, Mela? — pytał trochę dotknięty.

— Nie, Moryc — kręciła głową i uśmiechała się złośliwie.

— Ale mnie i nie kochasz?

— Nie, Moryc.

— My robimy ładny kawałek flirtu — powiedział, zirytowany tonem jej odpowiedzi.

— Pomiędzy kuzynami powinno to uchodzić, bo do niczego nie obowiązuje.

Przystanęła, aby dać kilka groszy jakiejś kobiecie okręconej w łachmany, stojącej pod parkanem z dzieckiem na ręku i głośno żebrzącej.

Moryc spojrzał drwiąco, ale sam prędko wydobył jakiś pieniądz i dał.

— I ty dajesz biednym? — zdziwiła się

— Pozwoliłem sobie na taką miłosierną operację, bo miałem akurat fałszywą złotówkę — zaczął się śmiać serdecznie z jej oburzenia.