— Ty się z cynizmu już nie wyleczysz! — szepnęła, przyśpieszając nieco kroku.

— Mam jeszcze czas i żebym miał jeszcze sposobność i takiego, jak ty, doktora...

— Do widzenia, Moryc.

— Szkoda, że już.

— Ja nie żałuję zupełnie. Będziesz dzisiaj w kolonii?

— Nie wiem, ponieważ w nocy wyjeżdżam z Łodzi.

— Wstąp, kłaniaj się paniom ode mnie i powiedz pani Stefanii, że będę u niej w sklepie jutro przed południem.

— A dobrze, ale za to ty kłaniaj się ode mnie pannie Rózi i powiedz Müllerowi także ode mnie, że jest błazen.

Uścisnęli sobie ręce i rozeszli się.

Moryc obejrzał się za nią, gdy już wchodziła do bramy pałacu Mendelsohnów i szedł do miasta.