— Wilhelm, siądź razem z psem, a panu ustąp miejsca — zawołała energicznie.
— Dziękuję, usiądę sobie nisko, będę mógł wygodniej patrzyć; śliczny pies.
— Trzy tysiące marek kosztuje. Był medalowany na wystawie i przedstawiony Capriviemu.
— A więc psia znakomitość!
— Zły pies, szczeka na mnie i podarł mi zupełnie nowy fartuszek.
— I pani go nie ukarała za taką zbrodnię?
— Dałby mi Wilhelm go bić.
— A państwo gdzie jedziecie?
— Mada coś oglądała w Salonie Artystycznym, pewnie znowu kupuje jaki głupi malunek. A ja chciałem swojego Cezara przewieźć trochę, bo się nudzi w domu, zupełnie jak i ja.
— Kiedyż pan wraca do Berlina?