Pocałowała go serdecznie i oczami pytała, nie rozumiejąc tego, co powiedział.
— Przy herbacie ci powiem.
Odprowadziła go aż do przedpokoju i patrzała jeszcze za nim oszklonymi drzwiami, aż jej zniknął w nocy i w oddaleniu.
Powróciła do buduarku, oglądała mozaikę.
Drzwi wchodowe zadźwięczały silnie.
— Zapomniałem ci powiedzieć, że ten mój dawny kolega uniwersytecki, którego w przeszłym roku poznałaś w Szwajcarii, Grosman, spalił się dzisiaj.
— Jak to?
— Ano, spaliła mu się fabryka zupełnie, nic nie uratowano.
— Biedny człowiek! — zawołała ze współczuciem.
— Nie ma go co żałować, bo ten pożar go właśnie postawi na nogi.