— Nie patrzysz, Kaziu?
— Widziałem, istotnie jest piękne, w swoim rodzaju arcydzieło — odpowiedział cicho.
— Wiesz, ten blat trzeba będzie oprawić w szeroką ramę z brązu matowego i powiesi się na ścianie, szkoda wprawiać w stolik — mówiła wolno i długim, cienkim palcem bardzo delikatnie wodziła po konturach listków i kwiatków, wysnuwając subtelną rozkosz dotykania się barw.
— Muszę iść, Nina! — szepnął, przypominając sobie starego Bauma.
— Na długo? Przyjdź prędko, mój złoty, mój jedyny! — prosiła, przytulając się do niego i przytrzymawszy mu wąsy rękami, całowała go w usta.
— Najdalej za godzinę. Pójdę naprzeciwko, do Bauma.
— Czekam na ciebie z herbatą.
— Dobrze.
Pocałował ją i szedł, ale już przy progu się zatrzymał i szepnął:
— Nina, pocałuj mnie i życz mi szczęścia.