— Kelner, bitte, zahlen41!
— Piwa!
— Kelner, Bier42!
Krzyżowały się wołania razem z głuchym stukiem kufli.
Garsoni43 w zatłuszczonych frakach, z serwetami podobnymi do ścierek, przesuwali się we wszystkich kierunkach, błyskając brudnymi gorsami nad głowami pijących.
Wrzawa podnosiła się bezustannie napływającymi ludźmi i wykrzykiwaniem:
— „Lodzer Zeitung44”! „Kurier Codzienny”! — jakie rzucali chłopcy kręcący się pomiędzy stołami.
— Szczygieł, daj no Lodzerkę — zawołał Moryc, siedzący w pokoju bufetowym, pod oknem, w otoczeniu kilku aktorów, wiecznie przesiadających45 w knajpie — uważacie, co zrobił wczoraj nasz „fioł” vel dyrektor.
— Mów arcyfioł — wtrącił szeptem jakiś zgarbiony, stary aktor.
— Głupiś — odpowiedział mu pierwszy tajemniczym szeptem do ucha. — Otóż nasz arcyfioł wczoraj w antrakcie drugim przyszedł za kulisy i skoro tylko Niusia zeszła ze sceny, powiada jej: „Tak pani grała wspaniale, że jak tylko kwiaty będą trochę tańsze, to kupię pani bukiet, chociażby za całe pięć rubli!”