— I tęskniliście, co? — rzucił niedbale.
Uśmiech przeleciał po jego twarzy.
— Chociażby dlatego, abyś mógł wątpić.
— Nie wątpię, bo musiałbym i wam to królewskie dostojeństwo myśli czasem przeznaczać.
— A nie chcesz?
— Nie mogę jakoś. Pomińmy to, jesteś jakiś niewyraźny, masz wyraz twarzy zdradzonego po raz pierwszy męża.
— Czemuż nie wyraz chorego na niestrawność? — wykrzyknął Karol, dotknięty pewną prawdą, zamkniętą w tym określeniu.
— Jak chcesz! Czy oni na pewno przyjdą? — zapytał, spoglądając na zegarek i ironiczne złośliwe spojrzenie rzucił na kotarę, przysłaniającą drzwi sypialni, poza którą rozległ się bardzo delikatny szmer.
— Maks, Endelman i Kessler będą z pewnością, bo Maks się wyspał, a tamci dwaj wynudzili się porządnie na dzisiejszym przyjęciu Endelmanów.
— Dostałem zaproszenie! No i cóż, dużo było złotych cieląt?