— Doskonałe określenie, Bernard informował mnie szczegółowo o ich posagach, no i oglądaliśmy je po kolei, ale to wcale niezajmujące widowisko, nie.
Trząsł głową melancholijnie, bo twarz Emmy stanęła przed nim i przypomniały mu się jej słowa.
— Trawińscy być mieli, bo on wczoraj był u mnie i mówił.
— A byli. On się nudził w tym żydowsko-niemieckim morzu, a ona robiła sensację swoją urodą i wykwintem. Była także i Smolińska.
— Była? To wypadek dnia. Jakże znajdujesz tę antyczną piękność?
— Że jest bardziej antyczną niż piękną.
— Masz rację, jej uroda ma więcej sławy niż piękności. Obmówili ją za odległej młodości, że jest piękną i ta plotka kursuje z jednaką siłą przez szereg pokoleń.
Borowiecki skrzywił się tylko do uśmiechu i zamilkli.
— A jednak tobie coś jest?
— Dlaczego przez całe trzy tygodnie nie byłeś w Łodzi? — zapytał, nie odpowiadając na pytanie.