— Cudowne, cudowne. Niebywałe! — wykrzykiwał i powlókł się pokazywać wszystkim.
— Świnia — mruknął Moryc niechętnie.
— Lubi dobre rzeczy, a że jest znawcą...
— Nie poznałeś znowu kogo? — zapytał nieco ironicznie.
— Czekaj!... — trzaskał w palce, potem w kolano Moryca, uśmiechnął się i z pugilaresu, z pomiędzy rachunków i not wydobył fotografię kobiety.
— Co? Ładna maszyna? — mówił z najwyższym zadowoleniem, przymrużając oczy.
— Tak.
— Prawda! Ja zaraz pomyślał, że będzie ci się podobać. To Francuzeczka, a!
— Wygląda na Holenderkę, ale krowę,
— Keine54 gadanie. To droga sztuka, stówka za nic.