— A można, ale za to pozna mnie pan ze swoją matką.
— Kiedy pani tylko rozkaże.
— Zostawię pana samego, bo muszę pomagać do podania kolacji.
Pobiegła do drugiego pokoju, w którym Jagusia już nakrywała.
Maks spacerował wzdłuż pokoju, ale dlatego, żeby przechodząc koło drzwi otwartych spojrzeć na Ankę.
Patrzył z podziwem na jej wysmukłą, doskonale uformowaną figurę, gdy się pochylała nad stołem; na jej twarz o niezbyt regularnych rysach, ale pełną dziwnego wdzięku i ciepłą, zakończoną szerokim czołem, o gładko rozczesanych pośrodku włosach kasztanowatych.
Szaro błękitnawe oczy patrzyły spod zupełnie czarnych brwi jasno, spokojnie, ale z pewną surowością.
Maks przypatrywał się jej z wielkim zajęciem i tak mu się bardzo podobała, że poczuł prawie niechęć do Karola, gdy tamten przyszedł.
— Jutro wieczorem jechać do Łodzi muszę — powiedział szorstko.
— Po co ci tak pilno. Trzy święta mają robotnicy to i my użyjmy odpowiednio Zielonych Świątek.