— Bo, bo... ja sprzątałam! — powiedziała cicho, oblewając się krwawym rumieńcem obawy, że mógł zauważyć jej oczekiwanie na niego przy oknie.
— Gdzie się pan tak poczernił? — zawołała głośno, aby odzyskać równowagę.
— Ja, poczerniony? gdzie?
— Pod oczami, o tu! Ja wytrę, dobrze — prosiła nieśmiało.
— Czekam.
Pośliniła róg chusteczki i bardzo starannie wytarła poczernienie.
— Jeszcze tutaj muszę być poczerniony! — wołał, nieco rozbawiony sceną, wskazując na skroń,
— Nie, słowo daję, że nie!
Obejrzała mu starannie twarz.
Pocałował ją w rękę, chciał to samo zrobić z drugą, ale cofnęła się gwałtownie w tył, przysłoniła złotymi rzęsami pociemniałe ze wzruszenia oczy i stała chwilę, bezradnie szarpiąc palcami fartuch.