— Wychodzimy, idziesz z nami?
— Nie, muszę odprowadzić pannę Grünszpan.
— Czy panny Grünszpan nie może kto inny odprowadzić?
— Nie, panny Grünszpan nie może kto inny odprowadzić — odpowiedział z naciskiem.
Spojrzeli na siebie dosyć niechętnie.
Matki oczy zaświeciły ostro, a w oczach doktora jaśniał wielki spokój i stanowczość.
— Prędko wrócisz? Anka jest u nas, będzie i Borowiecki, może zaczekać z herbatą?
— Nie zdążę, bo muszę jeszcze być u Mendelsohnów.
— Jak chcesz... jak chcesz... — odpowiedziała, z trudem panując nad sobą, ale nie podała mu ręki do pocałowania i wyszła.
Nie zwrócił na to uwagi, tylko pomagał się Meli ubierać.