*
Wysocki z Borowieckim wyszli od Baumów w bardzo smutnym nastroju.
— Szkoda mi Maksa, ta śmierć matki, którą kochał szalenie, wytrąci go z równowagi na dłuższy czas. I to w takim czasie, kiedy jest przy montowaniu maszyn prawie niezbędnym. Mam pech! Wszystko mi tak idzie! — szepnął Karol ze złością.
— Prędko panna Anna sprowadza się do Łodzi?
— Za tydzień.
— A ślub?
— Akurat to mi w głowie! Muszę wpierw to swoje bydlę ożywić i puścić w ruch. Jak fabryka zacznie iść, co nie może się stać przed październikiem, dopiero pomyślę.
Szli dalej w milczeniu, ale na Piotrkowskiej najniespodziewaniej212 spotkali Welta.
— Kiedyś przyjechał Moryc? Pójdziemy gdzie na kawę.
— Przyjechałem w tej chwili i szedłem do domu, ale jeśli idziecie na kawę, pójdę z wami.