— Maksowi umarła matka przed chwilą, idziemy stamtąd.
— Umarła! nie lubię takich rzeczy.
Wstrząsnął się.
— Co nowego w mieście?
— Prawie nic, a zresztą nie wiem, siedzę całe dnie przy fabryce. Grosglick się ucieszy, jak cię zobaczy. Pytał mnie dzisiaj o ciebie.
— Nie bardzo się ucieszy! — szepnął Moryc, wciskając binokle na nos nieco drżącymi rękami i bystro obejrzał twarz Karola.
W hotelu, dokąd poszli na kawę, z powodu późnej godziny były zupełne pustki, w ogrodzie tylko urządzonym w środku podwórza, siedział Myszkowski z Murray’em.
Przysiedli się do nich.
— Od godziny czekam na jaką żywą duszę, bo mi się już sprzykrzyło pić samemu.
— Nie masz pan Anglika?