— Mayer podobno na całe sto tysięcy rubli zaangażowany?

— To mu dobrze zrobi na brzuch, sprzeda konie, będzie chodził pieszo i zaraz schudnie, nie będzie potrzebował już jeździć do Marienbadu.

— Będą tanio do sprzedania różne familijne brylanty.

— Wolkmana może to dobić, on już szedł na pół pary.

— Możesz Robert teraz prosić o rękę jego córki, już cię nie wyrzucą za drzwi.

— Niech jeszcze poczeka.

Tak wrzał parter, tłum.

Królowie siedzieli spokojnie.

Szaja nie spuszczał oczów ze śpiewaczki i jak skończyła, pierwszy zaczął bić brawo, a potem szeptał po cichu z Różą i nieznacznie, gładząc brodę, wskazywał na Knolla, który oparty łokciami o parapet loży, skinął głową na Borowieckiego.

Karol zaraz w pierwszym antrakcie zjawił się u niego.