— Grosman, to szwagier pięknej panny Meli? — zagadnęła pani Stefania.
— Tak, niedawno stało mu się nieszczęście, spaliła mu się fabryka, biedny człowiek, byłby się pocieszył asekuracją, a tu go cap za kołnierz i do kozy.
— Pomyłka. Grosman jeszcze dzisiaj będzie wolny! — odezwał się Moryc.
— Oni są zawsze niewinni, oni się zawsze mylą, biedny naród ci Żydzi... — drwił Sierpiński i zaczął wymyślać i dowodzić Morycowi, że jego rasa jest najpodlejszą na świecie.
— Gadaj pan zdrów, to panu dobrze zrobi na trawienie, ale czemu to pan tego nie powie swojemu pryncypałowi Baruchowi, pan myślisz może, że on szlachcic? — odpowiadał pobłażliwie Moryc, bawiąc się zacietrzewieniem Sierpińskiego, którego zaczęli popierać inni tak gorąco, że aż się zawiązała kłótnia.
— Panie Horn, niech pan tutaj siądzie przy nas — wołała Kama, robiąc mu miejsce.
— Ja chcę się pana o coś spytać — dopowiedziała, gdy usiadł przy niej.
— Słucham z uwagą.
— Czy pan ma metresę222? — zawołała głośno.
Umilkli wszyscy ze zdumienia, a potem wielki wybuch śmiechu rozległ się w całym pokoju.