— Moryc, zaczekaj.
Odwrócił się szybko.
— Szukam cię po całym mieście — mówił Kessler, ściskając mu rękę.
— Interes?
— Chciałem cię prosić do siebie na dzisiejszy wieczór, będzie parę osób.
— Mała domowa knajpa? jak w przeszłym roku, co?
— Nie, przyjacielska herbata, pogawędka i kilka niespodzianek...
— Niespodzianki tutejsze?
— Import, ale będą i miejscowe dla amatorów. Przyjedziesz?
— Dobrze. Kurowskiego prosiłeś?