— Mam już dosyć polskiego bydła w fabryce, niechże będę wolny od niego chociaż w domu. On mnie drażni miną wielkiego pana, któremu się zdaje, że łaskę robi, podając komu rękę. Verfluchter229! — zaklął cicho.
— Gdzie idziesz? Mogę cię podwieźć, bo powóz na mnie czeka.
— Aż na Drewnowską.
— Widziałem w tej chwili Grosmara, puścili go za kaucją.
— O, to nowina, bo ja właśnie idę do Grünszpana.
— Podwiozę cię, muszę tylko wstąpić do fabryki na chwilę...
— Czy te niespodzianki... będą i z twojej fabryki?
— Właśnie chcę wybrać coś z przędzalni.
— I tak od razu na apel będą gotowe?...
— Wytresowane są, a zresztą jest sposób: Nie — to precz z fabryki.