— Tak, zrobił sobie bilans. Mądry chłop, zrobi miliony.
— Albo skończy w kryminale.
— Głupie słowo! — żachnął się niecierpliwie Moryc. — Ty sobie takie rzeczy gadaj w Berlinie, w Paryżu, w Warszawie, ale w Łodzi nie gadaj. To nieprzyjemne słowa, nam oszczędź ich.
Maks się nie odezwał.
Świstawki znowu zaczęły podnosić swoje przenikliwe, denerwujące głosy i śpiewały coraz potężniej hejnał poranny.
— No, muszę już iść. Do widzenia, spólnicy, nie kłóćcie się, idźcie spać i śnijcie o tych milionach, jakie zrobimy.
— Zrobimy!
— Zrobimy! — powiedzieli razem.
Uścisnęli sobie mocno, po przyjacielsku dłonie.
— Zapisać trzeba dzisiejszą datę; będzie ona dla nas bardzo pamiętną.