Nie starły się aż dotąd jak pieczęć sromoty!...

— »Uciekaj!« — któś mi szepnął, ujrzałem, że zginę,

Bo strzelcy obces30 do mnie — ja z toporem w dłoni

Poleciałem do lasu, skryłem się w gęstwinę,

Ho! w lesie osocznika nie każdy dogoni!

Ukryłem się przed ludźmi, zginąłem bez wieści,

Żaden mię nie dośledził całe lat trzydzieści,

Aż dzisiaj dobrowolnie z kryjówki wychodzę.

Bo fraszka sądy ludzkie — tam w piersiach głęboko

Gorszy sąd... gdzie sumienie władzę rozpostarło!