Że mało modłów umiałem z pamięci,

Jeden Ojczenasz, ot, całe pacierze,

Ten wciąż powtarzam, a tu łza się kręci,

Serce klekoce i w rozlicznych głosach,

Szepce »Ojcze nasz, któryś jest w niebiosach!«

Nadeszła zima, mój leśny zakątek

W pośrodku mszarów zakwitnął jak wianek —

Zliczyłem ule, było ich dziesiątek,

Tu nowa praca: jak przyjdzie poranek,

Tam się oczyszcza, ówdzie brzęku bada,