W ogromnym dębie wydrążyłem chatę.

Przy niéj zrąbawszy jodłowe polana,

Krzyż postawiłem — tarczę od szatana.

Ej, wierzcie pany! gdzie modły i praca,

Ze złemi myślmi szatan nie powraca,

Ot, nic, bywało, nie przyjdzie do głowy

Kiedy pracuję cały dzionek boży,

Tępą siekierą rąbię pień sosnowy

Lub się wieczorne ognisko nałoży,

I tam się modlę, — żal mi tylko szczérze,