I w moment puściłem się czwałem. —

A tutaj wiatr świszcze, śnieg kręci i ciemno,

A przytém okrutne bezdroże;

Dwa słupy wiorstowe mignęły przede mną,

Podjeżdżam pod trzeci — o Boże!

Wśród wichru poświstów, głos z płaczem zmieszany,

W bok drogi gdzieś woła pomocy;

Myśl piérwsza — pomogę! któś pewno zbłąkany,

Brnie w śniegu i zginie wśród nocy.

Zwróciłem już konia — wtém jakby mi zda się