Nabiéram myśli weselsze i żwawsze;

Lecz rzadkie, rzadkie zbytkowne wieczerze,

Głód co najczęściéj, a złe myśli — zawsze».

VIII

«Przyszło lato — spalone od słońca powietrze,

Ledwie daje odetchnąć osłabionéj sile;

Był to pewnie sianokos, czas po świętym Pietrze118,

Bo leśny bąk i owad dokuczał nie tyle119.

Błąkałem się w gęstwinach — snadź120 blisko, gdzie błoto,

Bo obecność szatana czuła się jak plaga;