Stukało jak dzwonek rozbity.

Przy słupie koń czmychnął — zjeżyła się grzywa

Na drodze, pod płachtą powiewną,

Pod warstwą sumiotu — kobiéta nieżywa,

Skostniała, bezwładna jak drewno.

Strząsnąłem płat śniegu na białéj jéj szacie,

I trupa wywlokłem na drogę;

Otarłem śnieg z lica — to była... ach! bracie

Daj czarkę, dokończyć nie mogę —

Trzy gwiazdki