Gdzie przed świtem, — z strzelbami poszliśmy do gaju

Bić cietrzewie na tokach: przybyliśmy wcześnie,

Siedliśmy w naszych budach, — wszystko było we śnie.

Czasem chruściel chrapliwy ozwał się gdzie z błota,

Czasem wietrzyk zawieje, słowik zaszczebiota. —

Tak cicho! ani szaśnie — tak pięknie w téj dobie,

Żem niewolnie znak krzyża położył na sobie

I począł mówić pacierz strzelisty, głęboki,

Spuściłem kurek strzelby na piérwszym odwodzie

I czekając cietrzewi, patrzałem w obłoki,