I zapukałem do najpiérwszych braci.

Ojcze, szanując ich sukienkę świętą,

Tego klasztoru głośno nie nazowę —

Dość, że mię stamtąd zelżywie wypchnięto,

Gdym prosił chleba w Imię Chrystusowe.

Poszedłem daléj — przed memi oczyma,

Stanął klasztorek świętego Bernarda,

I tam do zbytku uprzejmości nié ma,

I tam mię gorzka spotkała pogarda,

Tylko mi dała ręka litościwa,