W samym końcu zaścianku, pilnując swéj niwy,

Żył sobie szlachcic poczciwy, —

A miał syna wyrostka z wąsem wyżéj nosa,

Chłopiec dobre miał serce, ale w głowie za to

Okropnie było pstrokato,

Zwyczajnie jak u młokosa.

A tutże mój mospanie, obok ich stodoły

Ciągnął się wygon sąsiada,

Na którym pasły się stada,

Konie, owieczki i woły.