Niby to szuka wołu, niby ludzi zowie,

Syn dręczy się obawą jak duch potępieńczy,

Już mu i jadło nie w głowie;

Czy kto skrzypnie we wrotach — on w nocy i we dnie

Marzy o przyjściu sąsiada;

W obiedzie... strach, zgryzota, co chwila poblednie,

A ojciec smaczno zajada.

Syn był młody i zdrowy, jak dębina krzepka;

Ojca wiek zniszczył i znoje;

Lecz kiedy zjedli wołu — syn wysechł jak szczepka,