Zrozpaczeni Litwini zostali się sami,

Załamane ich ręce, żałosna postawa,

A ze źrenic sokolich łza sączy się krwawa.

Czy wracać do swych wiosek? Och, nie ma już po co,

Bo te łuny pożarne, co z dala migocą.

Ten dym, co ponad Niemnem, nad lasem się ściele,

To goniec od ich rodzin: że nieprzyjaciele

Wszystko, czym dusza żyje, co kocha najczulej,

Srodze zamordowali lub więzami skuli

I powiedli w Niemczyznę.