Na rękojeść szablicy oparta dłoń posła

Ścisnęła się gwałtownie, jak gdyby przyrosła

Do srebrnej rękojeści — jakby jednym razem

Miała błysnąć przed oczy hartownym żelazem.

Ale Jaśko z Mielsztyna, posiwiały w radzie,

Pamięta, że poselstwo obowiązki kładzie,

Że temu nie przystoi okazać gniew żywy,

Kto przychodzi z pokojem i różczką oliwy;

Więc chociaż oburzony aż do głębi ducha,

Choć mu gniew pała w oczach i z twarzy wybucha,