XII

Ona z piętnem boleści na wybladłej twarzy

Siedziała w głębi lochu — coś głęboko marzy.

Promień słońca ukradkiem jej oblicze złoci:

Zbiedniał kraśny rumieniec wśród murów wilgoci,

Schmurniało piękne czoło, powisła jej głowa,

A na jej ustach bladość spoczęła grobowa;

Rzekłbyś, że skamieniała, jak martwa opoka,

Gdyby nie iskra życia, co strzela z jej oka.

Gdy Ransdorf ostateczne wysilenia czyni,