I przed jego posągiem padając na lice,

Kadzili pruski bursztyn i wschodnią żywicę,

Mniemając, że krew ptasza, albo wonność droga

Przebłaga zagniewanie straszliwego boga.

Lecz Poklus, niedowolen takową ofiarą78,

We trzy dni znowu stanął przed wróżbiarką starą;

Na strasznych jego uściech gniew trzęsie się bladszy,

A ognista źrenica jeszcze srożej patrzy.

Widząc, że tu krwi ludzkiej wymaga bożyszcze,

Lutas przebił swą rękę — a ze krwi, co świszcze,