Lecz znowu nie raz rwały mi duszę,

W echu niemnowém trąbki pastusze,

Nie raz od tonów skrzypiec i fleta

Lałem gorące łzy jak kobiéta. —

Zimny rozumie, bierz mię we władzę!

Kiedyż kaprysom ducha zaradzę?

Dziwaczna myśli! podetnij skrzydeł,

Serce niekarne! pilnuj prawideł,

Dość kobiécémi płakać oczyma,

Czyż na wrażenia teorii nié ma?