O dziadowskich intratach1.

O żebrackim swym stanie, o dzwonach, o organie,

I o księdzu plebanie.

I rzekł Szczudło koledze: «Wiész, że doma2 nie siedzę.

Czasem wioski odwiedzę.

Czasem sobie zachodzę pod figurę przy drodze,

I tam piosnki wywodzę3.

Jest przychód jaki taki, na dzień ze dwa szostaki,

Na kupienie tabaki.

Ale najlepsza rada, iść, gdzie odpust wypada,