Aż za kopce cudzych granic.

Była wiosna — zachód słońca,

Lecz nie zwykłem zważać na nic,

Kiedy ruszą psy zająca.

Dalej, dalej, a tu ciemno

Czas do domu — zmrok zapada,

Patrzę wkoło — tuż przede mną

Dwór sąsiadki czy sąsiada.

Tu Brochwiczów gniazdo rodu,

Ród szlachecki, choć ubogi,