Wśród czarnej nocy brnę nieprzytomnie, —

Wtem coś jęknęło — dreszcz przebiegł po mnie,

Spójrzę... dziad jakiś... biały, wysoki,

Stoi ode mnie tuż o dwa kroki,

«Kto tu? i po co?» — krzyknę na dziada,

A w trwożnych piersiach zamiera słowo,

Starzec jak martwy nie odpowiada,

A tylko głośniej jęknął grobowo.

Wzrostem jak olbrzym — jak leśna jodła.

Ubrany w białej, grubej opończy,