Straszna nędza poczęła ściskać Dęboroże;
Dawniej, proszę aspana, człek uczty wydawał
Dziś na kufel podpiwka i na chleba kawał
Ledwie starczy staremu — dajże radę biedzie,
Ot nic, proszę aspana, ręką się nie wiedzie.
Idzie od śmierci żony jesień siedemnasta,
Ja stary bezsilnieję — a tu syn podrasta,
On młodszy, mógłby kiedyś za pomocą Boga
Okryć nową świetnością tarczę Dęboroga;
Ale cóś zły prognostyk od ojca na syna: