Ale już słabo, cicho, powoli,
Słówko po słówku ledwie wyrzuca:
— »Synu! to moja spowiedź — ty napraw’119 me grzechy,
A wy bracia nade mną miłosierdzia proście,
Umieram bez kapłańskiej kościelnej pociechy...
Na święconych mogiłkach nie spoczną me koście120;
Synu, wieź je do domu — chcesz ulżyć mej duszy,
To je pogrzeb’121 pod lasem, na polu, przy gruszy,
Tam były stare kopce granicy sąsiada
Dziesięć morgów na prawo — to grunt, co zabrałem,