Podsłuchałem w gorączce twe marzenia chore
I dobrze jestem świadom, gdzie twe serce gore.
Wszakże miłość cnotliwa żadnym nie jest grzechem».
Tak mówił definitor z łagodnym uśmiechem,
Przywodząc mię za rękę do ojcowskiej ławy,
A jam blednął i kraśniał, i drżałem z obawy,
Srożej niźli przed owem rotmistrza widziadłem;
Wreszcie jak bezprzytomny na kolana padłem.
«Ojcze! — rzekłem nieśmiało jak młode pacholę —
Przebacz, że bez twej wiedzy dałem sercu wolę: