Śmiała mię chamska ręka dzierżeć za czuprynę!

Trockiego wojewodę! pana! dygnitarza!

Gdzie ów śmiałek? — Sto batów! niech się nie odważa

Na podobne zuchwalstwa — bo krew szlachty święta.

Sto batów myśliwcowi! — niechaj zapamięta,

Że szlachcic chociaż w ogniu albo w wodzie ginie,

Wara przedsię40 chłopowi ku jego czuprynie!« —

W końcu nieco ochłonął — musnął się po głowie,

— »Ale żem ja niewdzięczen, niechaj nikt nie powie.

Panie rządco! ja Hryćkę kwituję z pańszczyzną —