Prędko jakoś trafiły w myśl definitora:

Nie posłyszałem nigdy ostrego wyrazu,

Rzemień boćkowski nie był w robocie ni razu...

Bywało, skoro jutrznia błyśnie na lazurze,

Stary ksiądz już w kościele — ja mu do mszy służę,

Potem dziady grzanego piwka nam przyniosą,

I ruszamy na łąkę z grabiami i z kosą,

Albo wziąwszy więcierze, idziem ku zatoce

Patrzeć, gdzie hula płotka, gdzie szczupak pluchoce.

Poranek lekki, rzeźwy, a woda tak cicha.