To mówiąc, ręką do kieszeni zmierza, —

Spójrzałem, zbladłem, zadrżałem od mrowi:

Boćkowski rzemień zwinął do talerza

I przez stół podał definitorowi.

A ów rzekł, biorąc straszliwe narzędzie:

«Ufam, że nigdy potrzebnym nie będzie».

IX

Nie taki szatan straszny, za jakiego słynie.

Jak go czasem malują węglem na kominie.

Tak i z moją nauką — pojętność, pokora,