Ksiądz mnie rzewnie uściskał, a tknięty mym płaczem

Łzie ze starego oka dał płynąć cichaczem,

Żegnał i błogosławił ojcowskiemi słowy,

I dał mi poświęcony medal z Częstochowy,

Przeprowadził z pół mili aż ku wielkiej sośnie;

Stary Servus zaszczekał, zaskomlił żałośnie

Po dobrym towarzyszu — ruszyliśmy drogą,

Skrył się za górą domek, gdziem przeżył tak błogo,

Tylko krzyżyk kościelny zza lasu migota,

Jakby błogosławieństwo na drogę żywota.