Truchleję — blednę, aż krew mi się ścina,

Aż się rozbudzę — ale gdy na jawie

Ochłonę nieco ze strachu szkolarza,

To w gorzkiem życiu słodko się zabawię,

Pierś orzeźwioną wspomnienie rozmarza.

Tak w skwarne lato oddychamy miło

Pod ciemnym klonem lub brzozą pochyłą.

Pomnę raz pierwszy, gdym jechał do szkoły,

Jaką się trwogę w sercu przezwycięża,

A ojciec prawi w gawędzie wesołej,