Od lat sześciu, od czasu jakem się kąpał w Niemnie, wszystko się zmieniło na świecie. Kąpałem się w Niemnie w Rumszyszkach... i cóż powiecie? Niemen się zmienił — Niemen stracił swoję lekarską dla ducha własność...
Pod Rumszyszkami Krzyżacy nieraz staczali walkę z Litwą, bo tu była ich przeprawa przez Niemen do naszej krainy. Zresztą miasteczko małe, na wzgórzach położone, ma kościół odwieczny, którego Zygmunt III w r. 1599 pomnażał fundusze — plebanię na górze za miastem, trzy czy cztery karczmy, a resztę nic, co by zasługiwało na uwagę. Ale minąwszy je, otwiera się na lewo wspomniały widok na Niemen, którego drugi brzeg należy już do Królestwa Polskiego. Tu się rozpoczynają groźne dla żeglarza niemeńskie rapy, czyli kamienie granitowe zawalające koryto rzeki i kupą rozrzucone po obu jéj stronach. Niektóre z nich, zdaje się, że przy małéj wodzie w jesieni, z niewielkim trudem dałyby się wydobyć z rzeki, innych, jeszcze za Stanisława Augusta sprowadzeni z Anglii nurkowie, skruszyć nie mogli.
Oto są nazwiska celniejszych rap pomiędzy Rumszyszkami a Kownem, któreśmy wypisali z rękopiśmiennego pamiętnika, jakiegoś szypra płynącego wiciną w 1824 r: Kozak przy wiosce Pilon; Szołudźko przy folwarku Lewonowo; Wrona z grupą kamieni zwanych Wronięta, nieopodal wsi Kępisko; Księdzowa Soła, tamże; Biczenięta przy wsi Gostełanach; Bicze przy wsi Sołomiance, najgroźniejsza z rap okolicznych; Kania przy Zegrzu; Bojarka, tamże; Dziewięć ostrowów, pod Pożajściem; Czortowa łaźnia, tamże; na koniec Jodź przy miasteczku Królestwa Poniemuniu. Do któréjś z tych rap, podobno do Czortowéj łaźni, przywiązana jest legenda, że szatan zniósł kamień na obalenie jakiegoś kościoła jezuitów czy kamendułów budującego się w Pożajściu; lecz gdy nade dniem kur zapiał, upuścił go do rzeki.
Rapy te, groźne dla żeglugi niemeńskiéj, dla wicin wiozących Niemcom nasze litewskie zboże, już w XVI wieku zwróciły uwagę rządu. Mikołaj Tarło, chorąży przemyski za Zygmunta Augusta, większe i niebezpieczniejsze skały od Grodna aż do granic pruskich wielkim kosztem usunął; resztę téj wielkiéj, prawdziwie obywatelskiéj roboty, zamierzał dokonać król Stanisław August. Komisji skarbowéj poruczono to dzieło, za naleganiem wiekopomnego podskarbiego Tyzenhauza. Jezuita Narwojsz kierował robotą, do której ostatecznego końca nie przyszło. Z głazów wyjętych z rzeki miał być pod Rumszyszkami pomnik, a na nim napis łaciński. Do pomnika podobno nie przyszło; ale Krasicki zachował w swoich pismach ów łaciński projektowany napis. Przyda się kiedyś może, gdy obywatelskie usiłowania usuną z Niemna owe bicze, konie, kozaki i wrony, o których twardą pierś rozbijają się krwawo wypracowane plony naszych pól i złote nadzieje naszego biednego handlu. A my tymczasem przetłumaczmy na polski język owe łacińskie wiersze: może przyszły pogromca rap niemnowych zechce po polsku utrwalić pamięć swojego dzieła.
„Illa ego tot saeclis latitans sub flumine rupes”.
Skała przez tyle wieków w głębi wód ukryta,
Wyparta silną ręką, dzienne światło wita.
Com darła piersi statków, łamała je w drodze,
Dziś na ląd wydobyta, nikomu nie szkodzę.
Płyń wiosłem tryumfalném flisie ośmielony,