— Przecież — rzekłem — przez lat siedem był czas ułożyć ją i spisać.
— My się w tych rzeczach nie kochamy — była cała odpowiedź”.
Za bytności Niemcewicza w Pożajściu było już tylko czterech kapłanów i 5 kleryków. Znaczna część dóbr oderwana została od Pożajścia, jednakże 70 000 zostawało im jeszcze dochodu. Nie mając pod ręką ścisłego wykazu funduszów kamedulskich, bierzemy o nich jaką taką wiadomość z pamiętników szypra. „Za Apnarami leży okolica Zegrz nad Niemnem, tu orano popar komedulski. Ekonom staruszek z tak długim, szerokim i gęstym wąsem, jakiego jak żyję nie widziałem, opowiadał mi, że się zowie Ż., że służył niegdyś w brygadzie kowieńskiej. Objaśnił, że kameduli mieli dawniej więcej niż 200 chat, ale po rozbiorze kraju Prusak zabrał ich majątki za Niemnem i ledwie tu zostało chat 70 do 80, w dwóch folwarkach i dlatego księża tak się odłużyli, że nie mają z czego żyć”. To było w r. 1829, to jest w lat 10 po bytności Niemcewicza. „Pod pozorem szczupłej intraty, — pisze Niemcewicz — zakonnicy wyrobili sobie pozwolenie jedzenia z mięsem. Idąc nazad (z Eremitorium) przechodziłem około potężnej skrzyni pełnej spleśniałej wody. Tam kameduli, gdy jeszcze ściśle trzymali się reguły, chowali i mnożyli żółwie; dziś kurczęta, wołowina i barany zastępują te nędzne płazy”.
Nigdzie może jak w Polsce zakony nie odznaczały się takiém niedbalstwem z jednéj, a taką zasługą krajową z drugiéj strony. Jezuici (mówimy tylko o zasługach i pracy), pijarowie, dominikanie, bazylianie, misjonarze, jakże rażącą stawią sprzeczność z bernardynami, franciszkanami, kamedułami i innemi zakonami strictae observantiae. Nie obchodziły ich rzeczy światowe, a przecież pełne są dawne akta ich spraw ze szlachtą, o kawał gruntu czy łąki, o toń rybną. Ale dajmy pokój uwagom, które dziś już do niczego nie posłużą.
Przejeżdżamy piękny liściowy las, a z góry jak na dłoni ukazuje się Kowno, urocze, historyczne, przepełnione pamiątkami, opiewane przez poetę. Oto nad Niemnem jego dolina, na której dłoń rusałek rozścieła murawę i dzierga ją kraśnym kwiatem, dolina najpiękniejsza w świecie, której lud dał nazwę doliny Mickiewicza. Oto cudne dęby i lipy, pod których cieniem lubił dumać wieszcz Litwy; oto piaszczyste wybrzeża Niemna, — miasto u stóp naszych. Oko przenosi jego wieże i spoczywa na drugiej stronie Niemna, na czarownych górach Aleksoty, już na granicy Królestwa Polskiego. Wilia z drugiéj strony, srebrną taśmą opasuje miasto, rzuca się na chłodną pierś Niemna i płyną razem w głębokości morza. Wymijamy piękny kościół św. Krzyża, pokarmelicki, potém cmentarz prawosławny z rzewnym napisem w języku słowiańskim: Przyjdźcie do mnie ścierpiani na ziemi, a Ja was uspokoję. Oto stacja telegrafu elektrycznego; druty rozpięte na wysokich słupach, pobiegły na północ ku Petersburgowi, na zachód ku Warszawie. Jesteśmy już w cywilizowanej Europie. Kichnij tylko telegrafem, a wnet z Paryża odpowiedzą ci: na zdrowie!
Wjeżdżamy do miasta. Długa ulica od dawna zwana Rochicką i jéj przedłużenie ulica Wielka czyli Dominikańska, dosyć wąska, pełna pięknych domów, sklepów, hotelów, tłumu Żydów, ozdobiona parą starych kościołów, posiadająca nawet parę księgarni i hotel zwany Litewskim, gdzie się zwykł pomieszczać czasowy teatr, wiedzie na czworokątny rynek, który na swym placu szczyci się majestatycznym pomnikiem z lanego żelaza wzniesionym z rozkazu cesarza Mikołaja I, na pamiątkę przejścia i odwrotu Francuzów. Rynek ten, otoczony jest pięknemi kamienicami, a wspaniały, zakrawający na kościół, ratusz miejski, pięknie go ozdabia. W jego czworoboku mieści się mieszkanie gubernatora, poczta wozowa, kościół pojezuicki, poczta konna, parę hotelów, kilka sklepów. Kipi tu zgiełk; uwijają się dorożki. Na lewo od ulicy Dominikańskiéj, jadąc bokiem czworoboku, spuszczamy się ulicą Franciszkańską ku Niemnowi, mając po lewem ręku kościół franciszkański.
Opis Kowna nie wchodzi w zakres naszych wycieczek, któreśmy tylko w niedalekich promieniach od Wilna zakreślili. Miasto to, zasługujące, aby je badali i historyk, i starożytnik, i poeta, ma swoją nieopisaną piękność, nieocenioną ważność handlową, przeszłość bogatą we wspomnienia, przyszłość w nadzieje. W zbiegu trzech rzek, jak serce w zbiegu arteryj, już dzisiaj środkuje w sobie wszystkie produkcje Litwy; cóż dopiéro, gdy kolej Petersbursko-Warszawska, teraz się budująca, jeszcze mu dwa kanały bogactwa otworzy! Rozwielmożni się Kowno, wzbogacieje, zakipi wirem handlowym i materialnie, po europejsku zostanie najbogatszém na Litwie miastem; ale Wilno ze swoją cichą fizjonomią, ze swojemi świętemi pamiątkami i z tą rzewną sympatycznością, jaką w każdym obudza — nie przestanie być serdeczną stolicą Litwy.
Przypisy:
1. o ludu — dziś popr.: o ludzie. [przypis edytorski]
2. naszéj — daw. forma z é tzw. pochylonym, którego brzmienie było zbliżone do y lub (w pozycji po i, j: Kazimiérz, swojéj) i. [przypis edytorski]