biją go w mordę, by nie spadł rausz,

by nie ostudzić podniety tłumu

między przerwami — by widz był syt.

Lu! klowna w mordę — ryczą ze śmiechu,

jak się nogami nakrywa Żyd —

i znowu walka — błysk reflektorów —

proszę na piasek — podanie rąk —

znowu parademarsz gladiatorów.

Jak nokaut w serce w tłum walki gong,

odpada jeden zapaśnik po drugim,