a po czwarte, gdy ci tego mało,
że nam się życie jak czekaloda
...z kakao55...
Posłowie
Nie tylko to czytałem umarłym...
To były wiersze, które nie dotarły do sumień, które miały poruszyć, ale drążyły w sercach tych, którzy słuchali, raz żal, często łzawość wyzwalającą ciężką, suchą zmorę na sercu, czasem ogniły56 zacięcie sprawiedliwy gniew i pragnienie przetrwania, aby płacić.
A dla ludzi modlących się co dzień o cichą i bezbolesną śmierć, byle nie czuć i nie widzieć — to dużo.
A potem czytywałem dziwne i przedziwne przypadki Żyda Majera Mlińczyka. Majer Mlińczyk urodził się jako 42-letni kupiec w marcu 1942 roku i do stycznia 1943 roku przeżył w 15 felietonach przygody, które rozśmieszały moich słuchaczy — i przyznaję ze skruchą — i mnie. Majer Mlińczyk był tak popularną osobistością, jego powiedzenia, zdarzenia i rozstrzyganie aktualnych dla nas zagadnień tak nieoczekiwane, że miarę jego sławy w „ludzie” mierzyć można tylko z warszawskim Dodkiem57, Grypsem lub Panem Piecykiem Wiecha58.
Pisywałem jeszcze kroniki tygodniowe, satyryczne piosenki, szopki, eseje, dialogi aktualne dwóch szczotkarzy59, Kimpeta i Urinensaf[t]a, i wiele, wiele złośliwostek o moich bliźnich.
W tece czeka na pierwszą spokojną noc materiał do powieści o teatrze polskim [...] błąkają się fragmenty tekstu i dialogów do sztuki (o, dobre marzenia między jedną blokadą a drugą) Pomnik Judasza, a na dnie szuflady ukryta przed ludzkim wzrokiem, aby przed końcem wojny ludzkie oko jej nie znalazło — leży makabryczna i tragicznie groteskowa Encyklopedia Getta Warszawskiego.