podnoszą milczące wieka...

podnoszą się same na rozkaz

ciężkie, smutne, zmęczone...

i płynie ze stu fortepianów

w noc... Szopenowski polonez...

Wzywają mnie klawikordy3,

w męką nabrzmiałej ciszy

płyną nad miastem akordy

spod trupio białych klawiszy...

Koniec... opuszczam ręce...